|
LECH Poznań - KOTWICA KÓRNIK 14.10.2003 |
|
05.01.2008. |
 Kotwica Kórnik  Lech Poznań LECH Poznań - KOTWICA Kórnik 19:1 (4:1) 14.10.2003 Mecz sparingowy był rozgrywany na płycie głównej przy świetle elektrycznym. Miał za zadanie umożliwić napastnikom Lecha odblokowanie się i poprawienie skuteczności. Jak widać po rezultacie, założenie to zostało spełnione w stu procentach.
LECH - KOTWICA KÓRNIK 19:1 (4:1) 14.10.2003
Mecz sparingowy był rozgrywany na płycie głównej przy świetle elektrycznym. Miał za zadanie umożliwić napastnikom Lecha odblokowanie się i poprawienie skuteczności. Jak widać po rezultacie, założenie to zostało spełnione w stu procentach. Lechici od początku przeważali na boisku. W pierwszych minutach kilkakrotnie bardzo groźnie strzelał Rafał Grzelak - nie miał jednak szczęścia (choć po obronie jego uderzenia przez bramkarza gości pierwszego gola zdobył Nawrocik). Nieustrzegli się błędów obrońcy Kolejorza, którzy w pierwszej połowie pozwolili piłkarzom Kotwicy stworzyć bardzo groźne sytuacje. Jedną z nich wykorzystał Łukasz Słabolepszy, pomocnik Kotwicy. Do przerwy wynik był 4:1. Można powiedzieć nie było źle. Ale po zmianie stron inne juz było oblicze meczu. W drużynie Kotwicy nastąpiły zmiany na wszytkich pozycjach, z Lechem w towarzyskiej potyczce chce zagrać każdy zawodnik. Tomek musiał wyciągać piłkę z siatki aż piętnastokrotnie! Na plus dla naszej Kotwicy można zapisać to, iż dalej starali się grać otwartą piłkę, i nie bronili się w jedenastu na polu karnym, tylko ambitnie starali się zaatakować, wyprowadzić piłkę z własnej połowy. Stworzyli sobie także jedną stuprocentową okazję bramkową, ale pojedynek z napastnikiem wygrał Waldemar Piątek. Najwięcej bramek strzelił Piotr Reiss (chyba 7). Warto dodać, że Lech aż pięciokrotnie strzelał w poprzeczkę (w tym 3 razy Piotr Świerczewski). Kilka niezwykle soczystych uderzeń minęło bramkę Kotwicy w najbliższej odległości. Jednej bramki nie uznał też sędzia (był spalony, a szczęścia nie miał znów Grzelak, który co prawda "swojego" gola też zdobył). Bramki padały seriami szczególnie w ostatnim kwadransie spotkania. Ostatni gol dla Lecha był samobójczy, a w ostatniej minucie do wykonania rzutu wolnego podszedł bramkarz Kolejorza - piłkę po odbiciu się od muru z łatwością złapał Tomasz Mrugas. W drużynie Lecha zadebiutował Kameruńczyk Innocent Hamga. Nowy obrońca popełnił tylko jeden niegroźny błąd (strata piłki), w pozostałych sytuacjach interweniował bardzo pewnie i skutecznie, prezentując dobre opanowanie piłki. Co prawda nieszczególnie udzielał się w ataku, ale nie jest to przecież główne zadanie defensora. Pochwały należą się także Reissowi, Grzelakowi i Świerczewskiemu, który często silnie strzelał (minimalnie niecelnie) i odebrał wiele piłek w środku pola (także sporo wykopniętych przez bramkarza Kotwicy). Szkoda, że brzydka pogoda (zimno...), i słabsze wyniki zachęciły do przyjścia na stadion tylko garstkę widzów - wstęp był zresztą wolny. Kibice, szczególnie najmłodsi, bawili się na trybunach całkiem dobrze. Była znaczna grupa fanów z Kórnika, wywieszając niedużą flagę. |